sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 33. We may be happy again.

  

            Kuroko siedział w fotelu, a podciągnięte do kolan piersi obejmował ramionami. W jednej dłoni trzymał telefon komórkowy, a wzrok miał wbity w drzwi. Czekał już od kilku godzin na powrót Kagami’ego, wciąż jednak zbyt dumny, by do niego zadzwonić, aczkolwiek wyobraźnia podsuwała mu setki scenariuszy, w których to dłonie jego partnera dotykają ciała Himuro w hotelowym pokoju. Kise już dawno położył się spać w drugim pokoju, chociaż upierał się, że dotrzyma mu towarzystwa. Ale Kuroko nie chciał towarzystwa. Chciał być sam ze swoimi myślami, niezależnie od tego, jak bardzo go przerażały. Poza tym, nie mógł okazywać zazdrości, nie wobec kogoś, kto był z Kagamim dłużej. Nawet nie wyobrażał sobie, co łączyło jego partnera z Himuro, nie rozumiał tak głębokiej więzi między dwojgiem ludzi, gdyż jego więź z Kagamim była całkiem inna.
            Kiedy usłyszał klucz w zamku, podniósł głowę, ale nie wykonał żadnego innego ruchu, nawet wtedy, kiedy Kagami wszedł do środka i ściągnął z siebie bluzę. Chłopak wystraszył się, gdy go zobaczył.
-Tetsu, czemu jeszcze nie śpisz? – mruknął, podchodząc do niego.
-Czekałem, aż wrócisz – wyjaśnił obojętnie. –Coś mogło ci się stać po drodze. I nie zadzwoniłeś.
I mimo, że wypowiedział to wszystko z typowym dla siebie, stoickim spokojem, Kagami poczuł, że Kuroko jest na niego zły. Bardzo zły.
-Przepraszam – kucnął przed fotelem i ujął dłonie Kuroko w swoje. –Przepraszam. Zagadałem się z Tatsuyą, próbując mu przemówić do rozumu. Całkiem straciłem rachubę czasu.
-Kagami, w Tokio szaleje morderca, który ma na celowniku najlepszych koszykarzy, w tym ciebie, a ty straciłeś rachubę czasu? – zapytał, dalej spokojnie, chociaż Kagami widział, jak ciemnieją mu oczy.
-Przepraszam, Tetsu – powtórzył.
-Jasne.
-Do niczego nie doszło – burknął po chwili, odwracając wzrok i rumieniąc się. –Nie zdradziłbym cię, wiesz przecież. Kocham cię, do jasnej cholery – dodał zduszonym głosem.
            Kuroko odetchnął ciężko, a potem wyciągnął ramiona i objął partnera za szyję. Pozwolił, by ten przytulił go, wciąż pachnący nocnym powietrzem. Skóra Kagami’ego była niespotykanie chłodna, kiedy musnął policzkiem szyję Kuroko. Nie wiedział, czy godzą się teraz, czy Kuroko instynktownie wyczuł, że właśnie tego Kagami teraz potrzebuje.
-Nie dogadaliśmy się – wyznał, zamykając oczy. Otulił go zapach Kuroko i to sprawiło, że w końcu się uspokoił. –On oszalał, Tetsu. Cały czas powtarza, że odebrałeś mu mnie, więc on odbierze ci wszystko, co masz.
Kuroko zadrżał w jego ramionach i przytulił się mocniej.
-My-myślisz, że to on zabił Momoi i… i resztę?
-Nie wiem. Nigdy nie przypuszczałem, że będę podejrzewał własnego brata, ale… nie wiem, Tetsu. Bałem się go. Był jak totalnie obca osoba, patrzył na mnie i mówił, że wszyscy zasługujecie na śmierć, najlepiej w męczarniach.
-Kagami…
-Nie bój się – szepnął. –Nie pozwolę, żeby cię skrzywdził, Tetsu.
-Mhm…
            Kagami podniósł Kuroko i poczuł, jak drobniejszy chłopak obejmuje go nogami w pasie. Cieszył go fakt, że nie krzyczał na niego ani nie był zdenerwowany bardziej, niż podejrzewał.
-Schudłeś trochę, Tetsu – mruknął, niosąc go do swojego pokoju. Poczuł, jak Kuroko prycha wprost w jego kark.
-A może to ty zrobiłeś się silniejszy, co? – zapytał, wygodnie układając policzek na jego ramieniu. –Nie chcę jeszcze spać, Kagami. Ale Kise…
-Jeśli będziesz cicho, Kise nic nie usłyszy.
            Te słowa sprawiły, że w dół kręgosłupa Kuroko spłynęły przyjemne dreszcze. Bez słowa pozwolił rzucić się na łóżko i ani drgnął, czekając, aż Kagami zamknie drzwi na klucz i wróci do niego. Nie zgasił światła; zostawił małą lampkę na biurku, przez co Kuroko poczuł się nerwowy.
-Światło – zaprotestował.
-Chcę cię widzieć, Tetsu – odparł Kagami, całując go w szyję i powoli ściągając z niego koszulkę. Kuroko zakwilił, ale dłużej nie protestował. Uniósł biodra, by Kagami mógł zsunąć z niego spodnie, a potem wyciągnął ku niemu ramiona.
Pocałunek był słodki i delikatny, ale Kuroko niemal natychmiast poczuł, jak rośnie w nim podniecenie. Wargi Kagami’ego były gorące i miękkie, a mimo to zawładnęły nim tak, jak nic innego wcześniej i nic innego później. Był tylko Kagami, jego dłonie, usta, ciepło, które otaczało go i sprawiało, że Kuroko drżał i, mimo strachu, wciąż chciał więcej i więcej.
Palcami przesuwał po jego barkach, patrząc na partnera z oddaniem.
-Kocham cię, Taiga – wykrztusił z siebie, lekko unosząc biodra.
-Ja ciebie też – chciał powiedzieć, że kocha go mocniej niż cokolwiek innego na świecie, ale wolał okazać to gestami. Delikatnie obsypał ciało Kuroko pocałunkami, czując, jak chłopak wije się pod nim i cicho jęczy, zagryzając wargi. Zdawał sobie sprawę, obaj faktycznie zdawali, z obecności Kise na drugim końcu korytarza i zrobiliby wszystko, żeby tamtego nie obudzić.
            Kuroko nie mógł uwierzyć w to, że Kagami schodził pocałunkami coraz niżej. Kiedy dotknął ustami jego podbrzusza, szarpnął się lekko i złapał go za włosy.
-C-co robisz?
-Przecież dobrze wiesz – Kagami polizał męskość partnera, a ten ni to pisnął, ni jęknął.
-A-ale to ja tobie t-to ro-robię – wymamrotał Kuroko, zaciskając palce u stóp.
-Nie ma takiego zapisu w umowie – zaśmiał się As Seirin i wziął go do ust.
Kuroko próbował się wyrwać, ale Kagami trzymał go za biodra. Nie miał trudu z wsunięciem całego penisa do ust, przez co doznania przepływały przez ciało Kuroko niczym burza. Przycisnął sobie poduszkę do twarzy, ale Kagami mu ją zabrał.
-Chcę cię słyszeć.
-Ale-Ale Ki-Kise.…
-Nie słyszy, jesteś cichutki – zapewnił go Kagami, wracając do przerwanej pieszczoty. Podczas kiedy ustami pieścił męskość Kuroko, dłońmi lekko masował jego pośladki, korzystając z faktu, że chłopak instynktownie unosił biodra ku górze. Kuroko zaciskał dłonie na prześcieradle, wykręcając się i skamląc cicho. Kagami nie przewidział, że sprawi mu tym aż taką rozkosz.
-Ja…ja za-zaraz …
-Mhm – usta Kagami’ego zastąpiła jego dłoń, a chłopak nakrył wargami wargi Kuroko.
Ten nie zastanawiał się nad swoim własnym smakiem na języku partnera, tylko oddał mu się cały w pocałunku, poruszając się w jego dłoni. W końcu Kuroko doszedł, a Kagami z leniwym uśmiechem na ustach spojrzał mu w oczy.
-Jesteś mój – szepnął, a Kuroko wsunął głowę pod jego brodę i przytaknął, muskając wargami szyję kochanka.
-Pozwól – wymamrotał, przesuwając dłońmi w dół jego brzucha.

            Himuro wpatrywał się w leżącą przed sobą kartkę papieru, chociaż łzy całkiem rozmazywały mu obraz. Otarł je niecierpliwie, nie zwracając uwagi na to, że kilka z nich spadło na papier, zniekształcając napisane na nim litery. Patrząc przez okno na nocne niebo, poczuł chłód, spływający mu w dół kręgosłupa. Rozgrzewał się więc alkoholem, który wlewał w siebie niemal bez przerwy. Im więcej wypił, tym łatwiej było mu pisać. Nie bał się też słów, które z niego wypływały. Inaczej nie umiał określić swoich myśli, uporządkować ich i streścić.
            Kiedy skończył, odsunął się od biurka i chwiejnym krokiem przeszedł do łazienki. Odkręcił kurek z gorącą wodą i nalał do wanny ulubiony olejek kąpielowy Murasakibary. Zapach kokosów i czekolady uspokoił go, a nawet wywołał uśmiech na jego twarzy. Atsushi zawsze tym pachniał i ta woń stanowiła dla niego oazę spokoju, przypominającą czasy, gdy komuś jeszcze na nim zależało. Brakowało mu Murasakibary; był jego jedynym przyjacielem od czasu, kiedy Taiga wybrał tego całego Kuroko.
            Co takiego on ma, czego ja nie mam?, pomyślał Himuro, rozbierając się. Nie przejmował się ubraniami, które rzucał na podłogę. Jeszcze całe to przeklęte Seirin, które niemal natychmiast chroniło swoich członków. Zawodnicy Yosen chcieli z nim rozmawiać, chcieli, żeby podzielił się z nimi swoim bólem, ale Himuro nawet nie mógł na nich spojrzeć. Nie wrócił do Akity, nie zadzwonił nawet do rodziców. Chciał tylko, żeby Taiga z nim był, ale on wolał trzymać za rękę Kuroko.
            Kiedy wszedł do ciepłej wody, uderzyło w niego to, jak wiele nieprzespanych nocy ma za sobą. Cały czas funkcjonował na napojach energetycznych, kawie i alkoholu. Czuł to w żołądku, który czasem buntował się i Himuro wymiotował krwią. Znał te objawy; to zapewne wrzody, których się nabawił od stresu i tego typu nawyków żywieniowych. Ale nie umiał inaczej. Gdyby nie alkohol, nie mógłby zdrzemnąć się nawet na kilka godzin, gdyby nie kawa i energetyki, zapewne nie czułby nic.
            Ale tak właściwie co mógł czuć, skoro stracił wszystko?
            Dlatego też sięgnął do półeczki z kosmetykami i wyjął z niej żyletkę. Przez chwilę obracał nią w palcach, patrząc, jak światło załamuje się w gładkich krawędziach. Takie maleństwo, a taka siła, pomyślał, zagłębiając ją pierwszy raz w skórze.

            Niedzielny poranek na zewnątrz wstawał słoneczny i pogodny. Kagami spał, wtulony w plecy Kuroko. Nosem muskał jego włosy, a pod dłonią czuł, jak pierś chłopaka unosi się i opada w rytm miarowych, spokojnych oddechów. Nie chciało mu się nawet otwierać oczu, ale pomyślał, że idealnym dopełnieniem nocy, jaką spędzili, będzie śniadanie, które poda mu do łóżka. Naleśniki z kremem waniliowym i dżemem truskawkowym. Takie połączenie nie wszystkim pasowało, ale Kuroko wyjątkowo je polubił.
            Dlatego też Kagami wstał ostrożnie i przeciągnął się. Nakrył Kuroko kołdrą, zadowolony faktem, że chłopak nawet nie drgnął, kiedy wychodził z łóżka. Leniwie narzucił na siebie koszulkę i jakieś szorty, żeby nie gorszyć Kise. Poczłapał w stronę kuchni, gdzie włączył ekspres do kawy i otworzył lodówkę. Nucił pod nosem, wyjmując potrzebne mu składniki, a kiedy usłyszał kroki na korytarzu, nawet się nie odwrócił. Nauczył się rozpoznawać kroki Kuroko.
-Cześć, Kise – powiedział, słysząc nieznane mu szuranie.
-Hej, Kagamicchi! Czy to kawa tak ładnie pachnie?
-Nie krępuj się. I ciszej, Tetsu jeszcze śpi.
-Mhm…
            Kise sięgnął po kubek i nalał do środka kawy, po czym zaczął rozglądać się za mlekiem. Kagami palcem pokazał mu te, które stało na blacie i blondyn westchnął z ulgą.
-Jeśli codziennie robisz śniadanie do łóżka, chyba się do was wprowadzę – jęknął.
-Mowy nie ma. Ale dzięki, że wczoraj odprowadziłeś Tetsu.
-Kurokocchi bardzo się o ciebie martwił – Kise spojrzał na swój kubek. W głowie wciąż krążyło mu ostrzeżenie Aomine. –Udało ci się dogadać z twoim przyjacielem?
-Nie.
-Och, przykro mi – Kise, który jakiś czas temu pogodził się z Aomine, chciał jakoś pocieszyć Kagami’ego, ale nie wiedział, co powiedzieć. Na szczęście, obaj usłyszeli kroki na korytarzu.
-Dzień dobry – ziewnął Kuroko, człapiąc w stronę ekspresu do kawy.
-Hej, Kurokocchi. Kagamicchi robi na śniadanie naleśniki! – zawołał entuzjastycznie Kise.
-O, ciekawe – Kuroko zanurzył wargi w kawie i jęknął z rozkoszą. –Naleśniki będą…
            Ale nigdy nie dowiedzieli się, jakie będą naleśniki, bo w tym samym momencie ktoś załomotał do drzwi. Jagami wytarł dłonie w ściereczkę i spojrzał na chłopaków.
-Spodziewaliście się kogoś? Bo ja nie…
-Może to Kasamatsu, miał po mnie wpaść – powiedział Kise.
            Kagami poszedł otworzyć, uznając, że jeszcze jedna osoba na śniadaniu nie zrobi im różnicy. Jednakże, ku jego zdumieniu, to nie Kasamatsu stał na zewnątrz, ale policja oraz mężczyzna, którego kojarzył z śledztwem.
-Agent Ward? – zapytał, otwierając drzwi szerzej.
-Panie Kagami, musimy panu zadać kilka pytań.
-Kagami co się dzie…
            Kuroko zamarł w pół kroku, widząc policję. To nie zwiastowało niczego dobrego. Poczuł, jak w dół kręgosłupa spływa mu zimny dreszcz. Kto tym razem? Jeśli on i Kise tutaj byli, to znaczy, że to albo Aomine, albo Midorima, albo Akashi. Pokręcił głową, widząc, jak policja wchodzi do środka. Nie chciał tego słyszeć. Ani słowa!, to chciał wykrzyczeć. Kise położył mu jednak dłonie na ramionach. Po tym, jak mocno je zacisnął, Kuroko zrozumiał, ze potrzebuje go tak samo, jak on jego w tym momencie.
-Panie Kagami.…
-Kto? Kto? – zapytał głucho Kagami.
-Dzisiaj nad ranem w hotelu Empire znaleziono zwłoki Himuro Tatsuyi.
            Kagami opadł na fotel, wpatrując się tępo w podłogę. Kise wypuścił z płuc powietrze, które dosyć długo wstrzymywał, tak, jak Kuroko. To nikt z ich przyjaciół, nikt im bliski… Zaraz jednak obaj poczuli się podle za tę myśl. Najbliższa osoba Kagami’ego zmarła…
-Ale… ale on nie należał do Pokolenia – jęknął Kagami.
-Odpowie pan na nasze pytania tutaj, czy jedziemy na komisariat?
-Chwila, co? – Kise jako pierwszy odzyskał głos. –Chyba nie podejrzewacie, że to Kagamicchi!
-Kagami Taiga jest ostatnią osobą, która widziała Himuro żywą – powiedział cicho agent Ward. –Co więcej, pan Himuro zostawił list…
-Jak to list? Przecież morderca…
-Himuro Tatsuya nie został zamordowany przez tego, który zabił waszych przyjaciół – wyjaśnił cicho, podczas kiedy policjanci spisywali dane Kagami’ego. –Popełnił samobójstwo przez podcięcie sobie żył dzisiaj w nocy. Albo ktoś go do tego zmusił.
-Kiedy wychodziłem od Tatsuyi, żył – oznajmił Kagami.
-Pokłócili się panowie?
-Tak, ale…
-Czy to prawda, że wcześniej, w parku, również wdali się panowie w sprzeczkę, a pan Himuro groził panu przyjaciołom?
-Tak, ale to…
-Może uznał pan, że chce chronić swoich bliskich? Może pan Himuro przyznał się panu, że to on zabijał innych koszykarzy?
-Nie! Himuro na pewno nie…
-Czy oni muszą być tacy ostrzy? – zapytał Kise detektywa, a ten wzruszył ramionami. –Kagamicchi właśnie dowiedział się, że zmarł jego przyjaciel!
-Albo to on go zabił. Rozważaliście to? Pan Kagami jest wysoki i silny, nie miałby problemów, by obezwładnić nie tylko drobną pannę Momoi, ale również pana Murasakibarę czy Haizaki’ego. Był w Tokio w noc wszystkich morderstw.
-Niech pan nie zapomina, że ja byłem wtedy z nim – Kuroko zmarszczył brwi, zaciskając pięści. –Kagami tego nie zrobił.
-A może zrobiliście to razem?
Kise zamarł. Tego nie wziął pod uwagę. Ale jeśli mógł komuś ufać, to chyba tylko Kuroko i Aomine, więc sama myśl o tym, że Kuroko może stać za morderstwami…
-Poczuliście się zagrożeni tym, co mówił pan Himuro w parku i postanowiliście się go pozbyć. Pan Kagami zajął się wszystkim, a pan stworzył mu alibi.
-Pan oszalał – Kuroko czuł, jak zaczyna drżeć.
-Może. Chłopcy, zabierzmy go na posterunek, tutaj niczego się nie dowiemy – zawyrokował detektyw.
            Kiedy policja wyszła, prowadząc ze sobą Kagami’ego (pozwolili mu się ubrać, ale nie wolno mu było rozmawiać ani z Kuroko, ani z Kise), w mieszkaniu zapadła martwa cisza. Nagle pomieszczenie wydawało im się szare i chłodne.
-Co robimy, Kurokocchi?
-Nie wiem – chłopak usiadł na kanapie i ukrył twarz w dłoniach. –Kagami potrzebuje adwokata. A ja nie mam kontaktu ani do jego rodziców, ani do żadnego prawnika…
-Aominecchi zna prawników, jego kompania paru zatrudnia – Kise położył dłoń na ramieniu Kuroko. –Ja zadzwonię po niego, a ty zadzwoń po twojego kapitana.

            Kagami stracił rachubę czasu. Nie wiedział, jak długo jest przesłuchiwany, nie wiedział też, co powiedziano pozostałym członkom Seirin ani czy zawiadomiono jego rodziców. Był głodny, ale nie miał apetytu. Na myśl o jedzeniu robiło mu się niedobrze. Cały czas zadawano mu te same pytania, a gdy myślał, że w końcu udzielił wyczerpującej odpowiedzi, po chwili ktoś wracał do tematu i wszystko zaczynało się od nowa. Trzymał się cały czas jednej i tej samej wersji, chociaż miał ochotę powiedzieć im to, co chcieli usłyszeć, byleby tylko dali mu spokój.
            W tym samym momencie do środka wpadła energiczna kobieta, około czterdziestki, z neseserem w ręce. Na sobie miała garsonkę, która z daleka krzyczała „jestem kimś ważnym”.
-Maiko Hinata, jestem prawnikiem pana Kagami’ego. Przesłuchanie zostaje przerwane w tym momencie.
-Jakim prawem! – oburzył się jeden z policjantów, podrywając się.
-Przesłuchują panowie nieletniego chłopca, bez opiekuna prawnego, prawnika oraz psychologa? No, no, no, bo złożymy skargę.
            Detektyw Ward zacisnął wargi, pobladły. Przewidywał, że w końcu zjawi się prawnik podejrzanego, ale miał nadzieję, że wcześniej uda im się złamać chłopaka i albo wyda mordercę, albo sam przyzna się do tego, że nim jest.
-Czy zdaje sobie pani sprawę z tego, że jeśli pan Kagami odpowiedzialny jest za wszystkie te morderstwa, w tym upozorowanie samobójstwa pana Himuro, będzie sądzony jak osoba dorosła i skazany na śmierć?
-Nie mają panowie żadnych dowodów na to, że mój klient kogokolwiek zabił. Co więcej, mamy nagranie z hotelowych kamer, które pokazuje, jak w godzinę po opuszczeniu hotelu przez mojego klienta, pan Himuro zamawia do pokoju napoje, co potwierdza pokojówka, która mu je doświadczyła. Tak więc jeśli nie mają panowie żadnych innych „dowodów”, proszę w tej chwili przerwać przesłuchanie. Panie Kagami, chodźmy.
            Kagami wyszedł z pokoju przesłuchań i odetchnął z ulgą, widząc Kuroko, Kise i Aomine. Cała trójka wyglądała na zdenerwowanych, ale kiedy go zobaczyli, ulżyło im.
-Ładnie się wpakowałeś, Bakagami – mruknął Aomine.
-Kto tutaj ściągnął Aho?
-Ja – westchnął Kise. –Aominecchi ma kontakt do prawników, więc był w stanie na szybko cię wyciągnąć stąd.
-Myślę, że powinieneś mu podziękować, Kagami.
-Widzisz, widzisz – przedrzeźniał go Aomine.
-Dzięki, Aomine. Dziękuję, pani adwokat.
-Nie ma za co – machnęła ręką. –Zostawię moją wizytówkę, gdyby znów chcieli pana przesłuchiwać, proszę natychmiast po mnie dzwonić. Do widzenia, chłopcy. Pa, Daiki.
-Daiki? – Kise uniósł brwi.
-To przyjaciółka mojej mamy – Aomine wzruszył ramionami. –I mieszka w centrum Tokio, więc mogła być najbliżej. Kagami, co się właściwie stało?
-Po tej akcji w parku poszedłem do Tatsuyi, żeby z nim porozmawiać – Kagami zaczął im tłumaczyć po kolei, jak przebiegła rozmowa z Himuro, kiedy wychodzili z komisariatu.

            Aomine wrócił do domu taksówką, bo obiecał Sumire, że nie będzie się wałęsał sam po okolicy. Mimo to, kiedy wszedł do mieszkania, dziewczyna rzuciła mu się w ramiona i uścisnęła mocno.
-Co robisz, nie powinnaś wstawać – mruknął, biorąc ją na ręce. Dziś rano znów dostała napadu bólów, więc dlatego nie pojechała razem z nim.
-Tak długo nie wracałeś – szepnęła, obejmując go za szyję.
-Nie potrzebnie się martwiłaś, byłem z chłopakami, chociaż… - urwał, sadzając Sumire na kanapie i siadając obok. Ich wzrok spoczął na tablicy nakrytej kocem. Pod nim znajdowały się wszystkie szczegóły odnośnie prowadzonego przez niego śledztwa. –Zginął przyjaciel Kagami’ego, Himuro.
-Ten, który wczoraj w parku zrobił awanturę? – zapytała cicho.
-Tak, ten. Dzisiaj w nocy popełnił samobójstwo. Albo ktoś mu w tym pomógł.
-Myślisz, że morderca zmieniłby schemat?
-Nie, nie wydaje mi się. Może Kagami miał dosyć?
Sumire przesłoniła usta dłonią. Wiedziała, że Aomine i Kagami może nie byli najlepszymi przyjaciółmi, ale byli ze sobą dosyć blisko. Nie przypuszczała, że Aomine otwarcie zwątpi w zawodnika Seirin.
-Myślisz, że on go zabił?
-Albo do tego namówił. Może wiedział, że Himuro to morderca i chciał zatuszować wszystko to, co zrobił. Doradził mu samobójstwo, bo i tak czekałaby go kara śmierci.
-Jeśli to Himuro… to oznacza koniec, prawda? – Sumire spojrzała z nadzieją na Aomine. –To znaczy, że to wszystko się skończyło?


W rozdziale wykorzystano piosenkę „Big girls don’t cry” (Fergie) oraz „Angel of Darkness” (Alec C. & Jasmine K.). Wgl hop, hop, hop~! Kilka ważnych ogłoszeń :) Numer 1: Jutro (tj. 01.09) ma urodziny moja Przyjaciółka i Współlokatorka w jednym, więc wszyscy pod nosem nucimy ciche „Sto lat”! Numer 2: A propos świętowania, dzisiaj, tj. 31.08 urodziny ma Aomine, więc nucimy „Sto lat” po raz drugi! A numer 3: czy bylibyście zainteresowani historiami dodatkowymi, bo mam pomysły na takowe, ale nie mam ich gdzie upchnąć w storyline ;)
PS. W folderze „Bohaterowie” pojawiły się nowe postacie ^^