niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 41. Zbiorowe szaleństwo.


            Spokojny sen był czymś, czego Aomine nie zaznał od dawna. Nawet jeśli Sumire spała przy nim, z dłonią zaciśniętą na koszulce chłopaka, on od czasu napadu na Kise, ledwie niespokojnie drzemał i budził go każdy szelest. Nawet w szkole przestał spać. Nie robił notatek na lekcji, zajęty zapisywaniem kolejnych myśli i podejrzeń. Żył tym, by złapać mordercę. Wiedział, że Sumire martwi się o niego, że podejrzewa, iż chłopak oszalał, ale nie mówiła tego głośno. Pomagała mu w miarę swoich możliwości, ale coraz częściej dawała mu do zrozumienia, że tkwią w martwym punkcie.
            Aomine coraz mocniej podejrzewał kogoś z Seirin. Kandydatów miał kilku, ale skupiał się głównie na Kagamim, Hyuudze, Mitobe oraz na Tsuchidzie. Nie chciał myśleć o tym, że za wszystkim mógłby stać Kuroko. Nie potrafił sobie nawet wyobrażać, co stałoby się z nim, z jego światopoglądem, gdyby taka była prawda.

            Kise leżał w szpitalnym łóżku i odpisywał swoim fankom. Od kilku dni jego publiczny profil na serwisie społecznościowym przeżywał jeszcze większe oblężenie niż dotychczas. I chociaż okoliczności były przykre, Kise był szczęśliwy i zadowolony z okazywanego mu zainteresowania.
-Można?
            Kise uniósł głowę i uśmiechnął się do blondynki, która chodziła z Midorimą. Dziewczyna odwiedzała go codziennie, zawsze przyprowadzając ze sobą zielonowłosego chłopaka. I chociaż Midorima kręcił nosem i burczał, że to strata czasu, każdego dnia przynosił Kise owoce lub soki, a także poprawiał mu poduszki. Na razie nic o tym nie mówił, ale potem miał zamiar wypominać Midorimie to, że zakochany człowiek się zmienia.
-Cześć – uśmiechnął się do niej, odkładając telefon. –Za oknem jest taka piękna pogoda, a ty przyszłaś do mnie, zamiast wyciągnąć na spacer tego goblina?
-Nie mów o nim goblin, jeszcze cię usłyszy – parsknęła śmiechem i zerknęła przez ramię. Midorima jednak wciąż był u mamy, więc miała chwilę, by pożartować z Kise. –Jak się czujesz?
Yuna zaczęła wyciągać z torby butelki z sokiem (marchew z bananem, ulubione połączenie Kise) oraz herbatniki. Tylko to wolno było mu jeść, a menadżer chłopaka i tak narzekał, że w szpitalu Kise przytył.
-Tak właściwie, to nie ma Aomine i Sumire?
-Nie – odparł zaskoczony. –A mieli być?
Aomine z partnerką również go odwiedzali, ale nie tak często, jak Midorima. Kise widział, że myśli Asa Tōō zajmowało co innego i nie miał mu tego za złe.
-Tak, Sumire zadzwoniła do mnie i poprosiła, żebyśmy się tutaj dzisiaj z nimi spotkali. Wcześniej mieli iść do jakiegoś Imy..Ima…
-Imayoshi – podpowiedział Kise. –To były kapitan Aomine.
-Mhm – dziewczyna usiadła i spojrzała na modela. –W takim razie na niego poczekamy. Ciekawe, czego chciał od nas Aomine…

            Dowiedzieli się tego wkrótce. Aomine wraz z Sumire wpadli do sali Kise niczym sztorm, zawzięcie się o coś kłócąc. Dziewczyna lekko wymachiwała rękoma i wyglądała tak, jak gdyby próbowała mu coś wytłumaczyć, podczas kiedy Aomine uparcie milczał, co jakiś czas tylko warknął na nią, jakby chciał zbyć jej gadanie.
-Co się stało? – zapytała Yuna.
-Wiem, kto jest mordercą – oznajmił Aomine i rzucił Midorimie teczkę. Chłopak otwarł ją i spojrzał na zdjęcie Kagami’ego. Chłopak był na nim młodszy, miał też krótsze włosy. Podpisane było nazwą szkoły z Los Angeles, więc zrobiono je jeszcze wtedy, gdy Kagami uczył się w Stanach.
-WYDAJE ci się, że jest mordercą – warknęła Sumire, opadając na krzesło z głośnym westchnięciem. –Nie masz dowodów.
-Informacje od Imayoshi’ego wyjaśniają wszystko.
            Midorima przestał ich słuchać, w skupieniu przeglądając papiery w teczce. Świadectwa, dyplomy i zdjęcia, które nie układały się w żadną konkretną historię. Mógł je układać chronologicznie dzięki datom na dokumentach, ale mimo to wciąż nie widział w nich niczego dziwnego.
-Aomine, wyjaśnij – zażądał.
-Właśnie, Aominecchi. Dlaczego podejrzewasz Kagamicchi’ego? – Kise spojrzał na nich, podciągając kolana do piersi.
-Nie rozumiesz tego? – Aomine wyszarpnął z teczki jeden papierek i pokazał im go z satysfakcją.
-Zdane prawo jazdy? Kagamicchi ma prawo jazdy?
-Tak. W Stanach, pod pewnymi warunkami, możesz zdawać na prawo jazdy już w wieku szesnastu lat. Kagami je zdał i dosyć szybko wyjeździł obowiązkowe godziny.
-Ale w Japonii nie może prowadzić auta – westchnęła Sumire. –Musiałby znów wyjeździć godziny z instruktorem, udowodnić, że radzi sobie na ulicach. No i masz te, no.. ta skrzynka…
-Zmiana biegów – podpowiedział Midorima.
-No właśnie. Kagami uczył się jeździć na aucie z automatyczną skrzynią biegów, a u nas takich nie ma. Poza tym, nie ma auta, widziałeś kiedyś, żeby Kagami siedział za kierownicą?!
-No nie – przyznał niechętnie – ALE! Ich kapitan ma prawo jazdy i samochód.
-Hyuuga?! Podejrzewasz Hyuugę? – obruszyła się Yuna.
-Czekaj, Aomine, czekaj, bo zaczynasz fantazjować – Midorima uniósł dłoń, powstrzymując go. –Próbujesz nam wmówić, że za wszystkim stoi Kagami i jego kapitan, Hyuuga Junpei? Przecież to niedorzeczne.
-Poza tym, Riko na pewno by coś o tym wiedz… chwila – Yuna podniosła się. –Nie. Nie, nie, nie! Ty podejrzewasz też Riko, co?!
-W tym sęk, że Aomine podejrzewa CAŁE Seirin – wtrąciła Sumire, a pozostali wbili w nią zdumiony wzrok.
-CAŁE SEIRIN?!
-Tak – Aomine przysunął krzesło do łóżka Kise i usiadł na nim. –Nim zaczniecie pieprzyć i wmawiać mi, że jestem głupi, a nie jestem, to pozwólcie, że wam wyjaśnię.
 -No dobrze…
-Seirin wygrało Winter Cup, ale stracili wszystkie atuty, jakie mieli. Pokazali nam wszystko, co potrafią. Misdirection overflow, meteor jam, barrier jump i cała reszta. Niczym nas już nie zaskoczą, ba, stracili kręgosłup swojej drużyny, Teppei’a Kiyoshi’ego. Bez niego drużyna traci, więc musieli… pozbyć się zagrożenia, by utrzymać tytuł mistrzów.
-Oszalałeś – prychnęła Yuna.
-Nie, pomyśl logicznie – Aomine spojrzał na nią ze złością. –Kagami, który jest takiego wzrostu jak Midorima, obezwładnia i porywa. Jest silny, więc bez problemu sobie z tym poradzi. Hyuuga, który ma dostęp do auta, wywozi ciała. Kiedy jednak ich przykrywka poszła w cholerę, czyli Akashi udowodnił, że jest niewinny, musieli zacząć zostawiać ciała tutaj. Ich trenerka i pozostali zapewniali im alibi, kryjąc się nawzajem.
-Kurokocchi nigdy by na to nie pozwolił! – Kise próbował wstać, ale Midorima przytrzymał go w miejscu.
-Tetsu nie ma opcji – mruknął Aomine. –Musi robić to, czego wymagają od niego pozostali. Poza tym, dobrze wiecie, co czuje do Kagami’ego. Może być w tym wszystkim z miłości. No i mógł im też powiedzieć o Haizakim.
-Mówisz o nim tak, jakby był idiotą bez rozumu.
-Aominecchi – Kise podrapał się w kark. –Dwa dni temu był u mnie Nijimuracchi.
-Nijimura wrócił z USA?!
-Tak – Kise odwrócił wzrok. –Odwiedził mnie by przekazać swoje spostrzeżenia i ostrzeżenie. Jego zdaniem… to ty jesteś mordercą.
-C-co? Ja?
            Aomine nigdy nie przyszło to do głowy. On mordercą? Przecież to nie miało sensu. Nigdy nie skrzywdziłby Satsuki ani… Mimo to, kiedy poczuł na sobie nieprzyjazne spojrzenia ludzi, których miał za swoich przyjaciół, zrobiło mu się niedobrze.
-D-dajcie spokój – wykrztusił, czerwieniejąc. –Ja? Nigdy! Poza tym, Sumire jest cały czas ze mną, wiedziałaby, gdybym znikał!
-To też racja – Sumire stanęła u jego boku i Aomine poczuł ulgę, kiedy wsunęła dłoń w jego dłoń. –Mogę was zapewnić, że to nie Aomine.
-Ale na tej samej zasadzie oskarżyliście Riko i Hyuugę. To moja kuzynka, jestem pewna, że ani ona, ani Hyuuga nigdy by nikogo nie skrzywdzili. Ani nikomu by nie pomogli kogoś skrzywdzić.
-Ale to by miało sens – upierał się Aomine.
-Zapominasz, że Kagami został ranny w Labiryncie, tak samo jak pozostali. Izuki Shun i Kiyoshi Teppei musieli być hospitalizowani.
-Zapominasz, że był tam jeszcze Mitobe, Koganei i cała reszta.
-Sugerujesz, że Seirin zraniło własnych zawodników, żeby odsunąć od siebie podejrzenia?
-To nie byłoby głupie, co? Zranić samego siebie, na przykład pozwolić, żeby ktoś rozbił ci głowę. Odsuwasz w tym momencie od siebie podejrzenia. Nikt nie będzie przecież brał pod uwagę kogoś, kto został ranny, prawda?
-No tak – Midorima potarł twarz dłonią, a Yuna dotknęła jego ramienia. –Ale to…
-…trochę przerażające – dokończyła. –Ale Riko… nie wierzę w to, że Riko miała z tym coś wspólnego…
Yuna usiadła na jego kolanie, a Midorima pocałował ją w skroń. Dopiero po tym zarumienił się, zdając sobie sprawę z tego, że są obserwowani.
-Nie możesz nic donieść swojej kuzynce – poinformował ją Aomine. –To musi zostać między nami. Kagami i Tetsu…
-… nawet im nie powiedziałeś, gdzie jestem, co? – westchnął Kise.
-Nie jest ciężko się domyślić – prychnęła Sumire. –To szpital rodziców Midorimy. Aomine powiedział im, że wywieźli cię do innego szpitala, prywatnego, w którym nie ma odwiedzin.
-Nie chciałbym, żeby któryś z nich wrócił tutaj i dokończył swoją pracę – mruknął.
-I co dalej? – zapytał Midorima. –Co chcesz zrobić? Policja dysponuje tymi samymi materiałami, co ty. Wyciągnęli pewnie takie same wnioski. Tylko gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla Momoi? Gdyby było tak, jak mówisz, zabiliby ciebie, Aomine, a nie Momoi.
-Może Satsuki była w złym miejscu o złej porze? – Aomine odwrócił wzrok.
-Albo jej śmierć to wypadek – podpowiedziała cicho Yuna.
Wszyscy spojrzeli na nią pytająco.
-No… nie pomyśleliście o tym? Ktoś jej pragnął i zabił ją z pożądania. To zasugerowało mordercy, niekoniecznie komuś z Seirin, że może zrobić coś podobnego. Stąd te gwałty…
-Ale sprawa z usuwaniem oczu. Dlaczego on usuwa im oczy?
-Fuj – jęknął Kise.
-Może on nie morduje bo tego chce – zaczął Midorima. –Może ktoś z Seirin jest chory, a oni próbują to zatuszować?
-Co sprowadza nas ponownie do Kagami’ego. Midorima, w teczce, strona trzydziesta szósta.
Chłopak poprawił okulary i przewertował papiery. Kiedy znalazł akta od psychologa, spojrzał zaskoczony na Aomine.
-Kagami chodził do psychologa?
-Problemy z adaptacją do nowych warunków, nie panuje nad agresją, odłożona grasy…gratu…gratyfikacja – wyrecytował. –Może jest tego więcej, ale nim zostało zdiagnozowane, Kagami opuścił Stany? Nigdy nie mówił, dlaczego się tutaj przeprowadził.
-A Seirin musi chronić swojego Asa – dokończył Kise. –O mój Boże. Nigdy nie przypuszczałem, że to powiem, ale Aominecchi może mieć rację…

            Kuroko ostrożnie wszedł do sypialni i spojrzał na śpiącego Kagami’ego. Od czasu śmierci Himuro chłopak był rozbity, często miewał zmiany humorów i napady melancholii. Potrafił spędzić kilka godzin, wpatrując się w jeden punkt za oknem. Milczał, co przerażało jego partnera.  Zdecydowanie bardziej wolał, kiedy Kagami krzyczał lub kiedy ostro uprawiał z nim seks. Kuroko uniósł dłoń i dotknął czerwonych malinek na szyi, wspominając poprzednią noc. Miał wrażenie, że Kagami traktuje go jak przedmiot, jak coś, co ma pomóc mu rozładować nadmiar emocji. A mimo to nie protestował, nie odepchnął go, chociaż wiedział, że gdyby to zrobił, to Kagami nie zgwałciłby go.
            Wsunął się do łóżka obok niego i powoli przeczesał palcami czerwone włosy partnera. Kagami zamruczał coś cicho, ale nie obudził się. Instynktownie jednak, wciąż śpiąc, wyciągnął ramię i objął nim Kuroko, przyciskając go do swojej piersi.
-Zawsze będę cię chronić – obiecał Kuroko, muskając wargami nos Kagami’ego. Uśmiechnął się lekko. –Jesteś tylko mój.


W rozdziale wykorzystano piosenkę „Stuttering” (FeFe Dobson) oraz „In my arms” (Plumb). Dzisiaj trochę krócej, ale zbliżamy się do kulminacyjnego momentu, więc… musicie trochę poczekać :D